Wednesday, August 15, 2007
Co u nas? Dobrze jest. Przynajmniej było do wczoraj. Wszystko grało, chodziło w miarę sprawnie (w miarę ponieważ ofiary były tylko w sprzęcie, a nie też w ludziach). No ale od dziś nasz mały, zsynchronizowany, rutynowy i nudny świat się zmieni. Nikt się tego nie spodziewał i nikt tego nie chcę. Ale zmiana będzie. Nawet nie na dobre. Kucharz odszedł. Z powodów rodzinnych, nie że praca za ciężka. Bo ciężko nie jest. Nie było. Teraz to szefo zrobił dwa podejścia, że niby żarcik że my możemy gotować. Możemy. Ci którzy kosztowali przysmaki angolów wiedzą, że tu się raczej podgrzewa mrożonki lub rzuca na głęboki tłuszcz, ale bynajmniej nie „gotuje”. No może oprócz wody:) Więc bez zbytniego lekceważenia roli doświadczonego kucharza, to raczej dałybyśmy rade – w końcu już drugi sezon serwujemy i pomagamy z tym przygotowaniem potraw. Ale jakoś nam się nie widzi spanie w tej kuchni. Bo co? To w końcu dodatkowy zakres obowiązków, nazywany też „pełnym etatem”. To dziękuje. Już taki mamy.
Ale szefo podobno szuka kucharza. Podobno. Ciekawe jest kiedy takowego znajdzie. Bo on troszeczkę niezorganizowany jest. Sposób w jaki się dorobił to sprawa dla archiwum x. No trzymamy kciuki, że nas zaskoczy i jutro rano będziemy mieli spotkanie pierwszego stopnia z nowym personelem.
Ale Briana i Carli będzie nam brakować…
Friday, July 20, 2007
La Work
Jesteśmy od zeszłego piątku w Cornwall, a pracujemy od soboty. Na początek po 4-5 godzin dziennie o od poludnia wolne. Ale w ten piątek się zaczyna tak zwany HIGH SEASON czyli Poczatek Zapiepszu i dwunastogodzinnych maratonow w pracy. Ale będzie dobrze. W koncu już doświadczone z nas kobitki i sobie poradzimy jak zawsze:)
A jeżeli chodzi o zakwaterowanie to mieszkamy w static caravan, 3 pokoje, kuchnia, lazienka, kablowka, net wiec nam jest calkiem wygodnie. Na razie mamy neta tylko na 1 kompie i niestety nie na moim ponieważ mój to już stary grat i nie ma wireless-a. Ale szefo (znany jako Pete Almighty) obiecal ze coś zarazdzi, ale tak mowi od 5ciu dni i wynikow brak. Ale może? W kazdym bądź razie jestem dobrej mysli bo codziennie go molestuje swoimi pyatniami typu: „Sorry for the interruption but when will You be able to stretch a net wire?”. Każdy normalny by się wkurwil i by zadzialal i tylko na to licze.
W najblizszym czasie (czyli jak będzie ten net) to zrobie web-albums i poogladacie nasze widoczki i twarzyczki.
Pozdrawiam bardzo serdecznie i zycze milego zbierania wspomnien tego lata.
Sunday, July 15, 2007
Cornwall, England
Thursday, July 5, 2007
ranek sportowca :D
6:45 – budzik dzwoni
7:30 – wstaję
7:30 – 7:35 – dochodzę do siebie
7:35 – 7:45 – szukam starych adidasów; nie znalazłam; założyłam nowe :) trzea se jakoś radzić :)
7:45 – 7:55 – doprowadzam sie do stanu godnego pokazania na ulicy (luzio, makijaż sobie darowałam :D )
7:55 – START
8:02 - po czterech minutach biegania i trzech chodzenia jestem na miejscu. STADION! Oraz wielka kłódka… a jednak coś się zmieniło w mieście… a nie mogło najzwyczajniej wypięknieć?!?
8:02 – 8:04 - **************** w 3 językach
8:04 – 8:20 – biegnę między blokami (co za rozkosz), a emeryci się za mnie oglądają z politowaniem
8:20 – ja, kran & zimna woda czyli idealne 3w1
8.25 – do końca życia – myślę o waniliowych lodach z likierem i polewą czekoladową oraz czekoladzie z orzechami laskowymi, przepite kolą
chyba od dawna się pzreżuciłąm z idei zdrowego trybu życia na idee zdrowych momentów w życiu... :)
Wednesday, July 4, 2007
udowodniono szurnięta
| What mental disorder do you have? Your Result: GAD (Generalized Anxiety Disorder) You can never seem to calm down and always feel anxious for unknown reasons. You tend to not be able to concentrate and have headaches or other anxiety symptoms. | |
| OCD (Obsessive Compulsive Disorder) | |
| ADD (Attention Deficit Disorder) | |
| Paranoia | |
| Manic Depressive | |
| What mental disorder do you have? | |
"Fantastyka", Boris Akunin
“Po prostu mężczyzna odpowiada za Wielki Świat, a kobieta za Mały, czyż tego nie rozumiesz?
Ale cóż to za umniejszanie roli kobiet? – odparł z uśmiechem.
Dlaczego umniejszanie? Mały Świat jest o wileke ważniejszy niż Wielki – odpaliła bez namysłu. – Mały Świat – to świat miłości do człowieka, a Wielki – do ludzkości. Prawdziwa Kobieta nigdy nie zdradzi swojegfo dziecka albo ukochanegodla idei, ojczyzny czy nawet zbawienia rodzaju ludzkiego. A Prawdziwy Mężczyzna nigdy nie zdradzi idei, ojczyzny, nie mówiąc już o losach ludzkości, dla ukochanej kobiety, czy dziecka. Dlatego, że dla mężczyzn zdradzić wiarę to zdradzić samego siebie, nieważne, w jaką bzdurę wierzy. A kiedy zdradzi siebie, przestanie być Prawdziwym Mężczyzną. A wtedy Prawdziwa Kobieta pierwsza przestanie go kochać, bo takie jej nie jest potrzebny. Wybaczy mu raczej to, żezdradził ją, ale nie zdradę samego siebie… Chmurzysz się? ... Nie dobrze Ci tłumaczę?
Dobrze czy niedobrze, Roberta zaniepokoiło coś innego.
Dlaczego mówisz o zdradzie?
Dletego, że prędzej czy póżniej będzie trzeba wybierać. – Pokręciłą głową ze smutkiem. – To straszny wybór. W każdym wypadku człowiek staje się zdrajcą; albo Wielkiego, albo Małego Świata.
Robert wzdrygnął się i powiedział:
To ja nie chcę być Prawdziwym Mężczyzną.
Teraz ona powiedziałą coś niezrozumiałego:
A któż tego chce?”
Monday, July 2, 2007
Home sweet home
Chciałam was serdecznie poinformować, iż dojechałam szczęśliwie do domu. Dwudziestupieciu godzinna jazda się skończyła i wczoraj o godzinie 20 już byłam przy stole i kosztowałam przepyszną kolację.
Powiem wam coś tak szczerze: fajnie być w domu… Już trochę zapomniałam jak to jest nie zastanawiać się czy jest cukier do kawy, czy margaryne nie trzeba kupić lub jak zmontować kanapke skoro nawet chleba brak :) Zapomniałam również jak komfortowa może być łazienka, jak gdy otwierasz szafe nie dostajesz oczoplonsu z powodu nadmiaru ciuchów na metr kwadratowy czy jak fajnie mieć więcej niż 3 talerze (zwłaszcza gdy są czyste). Taaak, wiem, to takie przyziemne drobiazgi, ale kurcze jak cieszą!!! No a o rodzinnym cieple, domowych obiadkach i wspolnej herbatce pisać nie będe bo to zbyt trywilane :) W pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiśćie :) Tego się każdy (mam nadzeje, że każdy) spodziewa gdy wraca do rodzinnego domu.Ale dom to jeszcze milion drobiazgów, które tworza ten niepowtarzalny gdzie indziej mikroklimat. Nawet powietrze pachnie tak inaczej! Pachnie jak... jak domem. Niebo jest jakieś błękitniejsze, chleb smaczniejszy, a woda lepsza niż świeżo wyciśnięty sok z pomarańcz. Wiem, wiem, gdyby Paszkowska przeczytała te myśli to by stwierdziła u mnie symptomy psychologiczne szoku kulturowego, a mianowicie „bezpodstawnie gloryfikuje dom”. Mówiąc szczerze na zajęciach z Komunikacji międzykulturowej odkryłam u siebie troche więcej symptomów, ale póki mi się nie przejawia „wycofanie emocjonalne i intelektualne” lub nadużywanie alkoholu nie zamierzam szukać porady specjalistów, a delektować się i tak ZA KRóTKIM pobytem w moim wyidealizowanym świecie :)
Wednesday, June 27, 2007
Prezentowo

No muszę się pochwalić! Dostałam całą torbę z prezentami z okazji imienin! Pełny plecak z bajerami: zeszyciki, notesiki, długopisku, portfel itp. :) Nawet T-shirta mam! Rozmiar XXXXXL, ale to ma swoje plusy – mogę tyć ile chcę a i tak nikt nie zauważy! A Świetym Mikołajem czerwca (dla niepoznaki pracujący dla UEFA) został mój braciszek! Udało mu się z nawiązka zrekompensować zapominalskich rodziców. Jak zgodnie stwierdzili, rodziców się nie wybiera, brata niby też nie, ale na szczęście mi się udał :)
A bajery są z UEFA Regions` Cup for amateur players in Bulgariahttp://www.uefa.com/competitions/regionscup/index.html

Sunday, June 24, 2007
Wianki 2007
Z latami osiemdziesiątymi łączy mnie tylko to, że wtedy świat miał okazję po raz pierwszy mnie ujrzeć :) Szczerze mówiąc to były dobre lata i wiele dobrego (poza rocznikiem `85 ) świata spotkało :
Ø Solidarność
Ø Pierestrojka
Ø Kostka Rubika
Ø Upowszechnienie technologii CD
Ø odkrycie fullenerów (nie wiem co to jest, ale post się wydaje inteligentniejszy :))
No ale nie oszukujmy się, nie wszystko da się pochwalić. W niektórych dziedzinach życia było dobrze, w niektórych gorzej, a trzecich makabrycznie. Do tych drugich (a nie 3cich!) zaliczam muzykę lat 80tych (fani niech wybaczą). Co prawda parę razy się wprawiłam w ruch, oczywiście naprawdę na krótko. Ale nawet ja muszę przyznać, że atmosfera była niebyle jaka – 200 000 kołyszących się ciał, Wawel, Wisełka, miejsca siedzące naprzeciwko sceny, obok telebim który ciagle reklamował Hiltona za nami => ogólnie super widoczki (i nie Krzysiek, nie mówie o tym psie przed nami! :) )
Ostatni kawałek był dosyć wymowny i optymistyczny – „Forever young” (…) i się zaczęła gwiaździsta część wieczoru. VIVA
I się siary narobiło… :D
Sunday, June 17, 2007
Monday, June 11, 2007
ruski über alles :)
Американский пирог (Amerikanski pirog) = American pie
Где моя тачка, чувак? (Gde moja taczka, czuwak?) = Where is my car dude?
Пацаны не плачут (Pacany ne placzut) = Chłopaki nie płaczą
Russian, you make my day beautiful!
Tuesday, June 5, 2007
"Bush nadchodzi, gacie w dół" piszę dnes.bg
Ale jest i pozytywny aspekt tych odwiedzin bo podobno śmieci sprzątają z ulic, kloszardzi znikają… Jednym słowem Sofia pięknieje :D Wszystko z miłości do nowych bratuszek :*
Dla bułgarskojęzycznych: http://www.dnes.bg/article.php?id=37208
Sunday, June 3, 2007
Po urlopie
No i qniec. Mama pojechała. Pozostawiła jednak po sobie pełna lodówkę wałówki, kilkadziesiąt zdjęć, dużo miłych i wesołych wspomnień oraz jedno niemiłe ( ale w końcu odjechać musiała i te parę łezek to normalna sprawa…) Moje ferie jednak się skończyły parę dni wcześniej – uczelnia wzywała. Kto by pomyślał, że w takie 10 dni urlopu można aż tyle opuścić? :D Jeszcze wszystkiego nie nadrobiłam (ba nawet połowy nie :P ), ale stwierdziłam, że posta se napiszę. Na wsi jak na wsi – żarcie się do lodówki nie mieściło, grilliki, rodzinne biesiady, słońce rozgrzewało, a więzy rodzinne zacieśniały się przy wspólnym wyrywaniu ostów. Po przyjeździe do KRK jeszcze pierwsze ćwiczenia były jak zapożyczony fragment z Apokalipsy: dowiedziałam się, że Tinkie Winkie ma odmienna orientację, a Kubuś Puchatek to dziewucha! Jakby tego było mało to na tych samych ćwiczeniach z Komunikacji nas poinformowano, że media kłamią i naginają rzeczywistość. No kto by pomyślał!!! Kolejny filar padł… życie miejskie jednak mnie nie oszczędza – dziś się przygotowywałam do kolosa z niemieckiego i poszerzyłam swój zasób słów o parę NIEZWYKLE PRZYDATNYCH słówek typu wózek widłowy, kontener na kółkach, szafa na lekarstwa, stół montażowy czy leżanka do badań. Ech, a już następny tydzień puka do drzwi… Profilaktycznie jeszcze z rana skoczę do apteki po PERSEN. Przyda się…
Thursday, May 17, 2007
Niektórzy go zajadają, inni przepijają, a jeszcze inni przypalają. Jak widać każdy ma swoją metodę na stres i zdenerwowanie. Aczkolwiek objadanie się przed i po kolosach nie jest mi obce, dziś moja negatywna energia nie została stłumiona kanapkami, a skierowana na akcję „czystość”. Dlaczego? Jutro odbędzie się inspekcja sanitarna, czyli mamusia przyjeżdża do KRK, żeby dzieciaków zobaczyć :D Podłoga lśni, okna w paski (smugi się narobiły, ale intencje miałam dobre), znalazłam brakująca skarpetkę (czerwoną). I co? Myślicie, że jednak kiepsko napisany kolos mi na dobre wyszedł? Może i tak. Już się nie czuję jak głupek, tylko jak zmęczony głupek z nową parą skarpetek :D
Friday, May 4, 2007
Wycieczka na czuja, ale nie o to chodzi!
A chodzi o to, że Budapeszt jest piękny! 4 dni u Madziarów to było TO! Miasto magiczne, niemal każdy zakamarek wart uwiecznienia fotką, turystów więcej niż chińczyków no i „zajebiście małe odległości”:)
Początki były trudne. Autokar marki „DINOZAUR” powinien raczej służyć, jako eksponat muzealny, a nie, jako środek transportu, ale dojechał i to się liczy! Na granicy polskiej też było śmiesznie: szybkie sprawdzanie paszportów, a potem powrót celnika z prośba: Panie M.J. i E.D. są proszone na chwilkę. Wywęszył niepolskie nazwiska i się zestresował :D Ale terroryści ku przerażeniu reszty powróciły na pokład :) No i tak śmiech towarzyszył nam przez cały czas. Przyjeżdżamy do „hotelu” o godziny 8.00, a tu zaskoczenie pilotek (zupełnie nie wiem skąd, bo z reguły meldowanie jest po 12….), że nie ma jeszcze pokoi. A więc Brecht! Napakowali nas jak sardynki do 3 pokojów i balanga:) Dali nam chwilkę na zapoznanie się z warunkami, czyli pokoje czteroosobowe ze wspólna łazienką koedukacyjną na korytarzu. Pisuar obok muszli + zero zasłonek pod prysznicami = PERFECT INTEGRATION :P Potem to już było tylko bardziej wesoło: nie mówiące po węgiersku przewodniczki (ale to niestosowne słowo bo by zakładało, że one coś o tym mieście wiedzą! moim zdaniem nie były też nigdy w Budapeszcie, ale może złośliwa jestem….), dezorientacja w metrze, kanary co 100m… Ale nie o to chodzi! Budapeszt jest piękny i nic tego nie zepsuje! Zwiedziliśmy naprawdę dużo, towarzystwo wyborowe, no i te widoki…
Morał jest taki: Grunt to chęć spędzenia miło czas, a ni ma bata, żeby się tak nie stało :D
Saturday, April 28, 2007
Witam!
Napisze Wam co przeczytałam na ostatniej imprezie o Kodeksie Ruchu Imprezowego(czytaj cię) : 1.Kto prowadzi , ten nie tankuje na imprezie ( Dyżury Ruchu Imprezowego, czyli DRiver)
2. DRiver kieruje ruchem imprezowym w 100% : należy stosowac sie do jego wszystkich wskazówek.
3.Kwestie sporne, kto ma zostac DRiverem rozstrzyga dyżurna gra, np.w butelkę.
4.Tankujący bez towarzystwa DRivera, kieruję sie po pomoc imprezową w celu bezpiecznego powrotu.
5.Pomoc imprezową świadczy dyżurne taxi a dyżurne autobusy nocne ( hmm chyba za jakaś opłatę)
pozdrawiam Was!
3 X TaK
Wreszcie moi rodzice doczekali się pozytywnej odpowiedzi na nurtujące ich od dłuższego czasu pytanie, a mianowicie czy ich córka aby na pewno się uczyła. Po ostatnich dwóch tygodniach mogę odpowiedzieć twierdząco na ich rutynowe pytanie. A więc uczę się! Ba, nawet zdałam parę (chyba że się grubo przeliczyłam bo jeszcze nie mam wyników…).
Uczyłyśmy się wszędzie - w kafejkach, na Plantach, trochę w domu… Było śmiesznie, bywało też odziwo nudno, było skupienie i totalne zagubienie. W piątek byliśmy już po ostatnim kolosie (jeżeli mi wolno zacytować Ule – „po kolosie i po szansy na zwolnienie z egzaminu”) i nastała pora na relaks:
I etap: odwiedziny Ryszka w szpitalu i ulga że powraca do zdrowia :) A to jego harem, którego mu zazdrościli wszyscy (:):
II etap: Urodziny Laski w stylu lat jej młodości czyli VIVA La `80!
III etap: zaczynamy w niedziele w Budapeszcie!
Pozdro :*
Monday, April 23, 2007
Faj(k)owe wykształcenie :D
8 godzin zajęć, a jedyne co w głowie zostało to 3-4 phrasal verbs przeczytane z kieszonkowego kalendarzyka Wiktora podczas delektowania się unikalna mieszanką nikotyny i kwitnących drzew. Oto one:
full of beans = pełny energii
bad egg = ciemny typ
grease someone’s palm = dać łapówkę
walk on air = nie posiadać się z radości
Przydatne, prawda?
Sunday, April 22, 2007
Friday, April 20, 2007
You are flying with the exclusive CzergaPortLines :D
Attention, attention! All passengers please take your seats, fasten your seatbelts (if you have such) because we are taking off and it is our first time! :D
We are taking off from Mercury and the final destination…. Hmmm, we should ask our captains but they are temporarily out of order (got drunk – too much philosophy this week and needed to forget it).
***
OK! We are already in the air! Has somebody played Windows Flight Simulation??? Just kidding people! Relax :D You are in good hands! The stewardesses Edi & Dado will look after you during the flight. Please don`t worry `cause they are pretty experienced in meeting new people & locations. After all they began their carrier on the Balkans and now are conquering the polish land.
So welcome and enjoy the turbulences :D
Edi & Dado

