Wreszcie moi rodzice doczekali się pozytywnej odpowiedzi na nurtujące ich od dłuższego czasu pytanie, a mianowicie czy ich córka aby na pewno się uczyła. Po ostatnich dwóch tygodniach mogę odpowiedzieć twierdząco na ich rutynowe pytanie. A więc uczę się! Ba, nawet zdałam parę (chyba że się grubo przeliczyłam bo jeszcze nie mam wyników…).
Uczyłyśmy się wszędzie - w kafejkach, na Plantach, trochę w domu… Było śmiesznie, bywało też odziwo nudno, było skupienie i totalne zagubienie. W piątek byliśmy już po ostatnim kolosie (jeżeli mi wolno zacytować Ule – „po kolosie i po szansy na zwolnienie z egzaminu”) i nastała pora na relaks:
I etap: odwiedziny Ryszka w szpitalu i ulga że powraca do zdrowia :) A to jego harem, którego mu zazdrościli wszyscy (:):
II etap: Urodziny Laski w stylu lat jej młodości czyli VIVA La `80!
III etap: zaczynamy w niedziele w Budapeszcie!
Pozdro :*

No comments:
Post a Comment