Wednesday, August 15, 2007

Wiem. Coś długo nie pisałam. Wybaczta proszę. Na obronę dodam tylko, że coś pisywałam, ale do drugiego anglo-blogu, i czasu jakoś nie było na kultywowanie tradycji pierwszego :)
Co u nas? Dobrze jest. Przynajmniej było do wczoraj. Wszystko grało, chodziło w miarę sprawnie (w miarę ponieważ ofiary były tylko w sprzęcie, a nie też w ludziach). No ale od dziś nasz mały, zsynchronizowany, rutynowy i nudny świat się zmieni. Nikt się tego nie spodziewał i nikt tego nie chcę. Ale zmiana będzie. Nawet nie na dobre. Kucharz odszedł. Z powodów rodzinnych, nie że praca za ciężka. Bo ciężko nie jest. Nie było. Teraz to szefo zrobił dwa podejścia, że niby żarcik że my możemy gotować. Możemy. Ci którzy kosztowali przysmaki angolów wiedzą, że tu się raczej podgrzewa mrożonki lub rzuca na głęboki tłuszcz, ale bynajmniej nie „gotuje”. No może oprócz wody:) Więc bez zbytniego lekceważenia roli doświadczonego kucharza, to raczej dałybyśmy rade – w końcu już drugi sezon serwujemy i pomagamy z tym przygotowaniem potraw. Ale jakoś nam się nie widzi spanie w tej kuchni. Bo co? To w końcu dodatkowy zakres obowiązków, nazywany też „pełnym etatem”. To dziękuje. Już taki mamy.
Ale szefo podobno szuka kucharza. Podobno. Ciekawe jest kiedy takowego znajdzie. Bo on troszeczkę niezorganizowany jest. Sposób w jaki się dorobił to sprawa dla archiwum x. No trzymamy kciuki, że nas zaskoczy i jutro rano będziemy mieli spotkanie pierwszego stopnia z nowym personelem.
Ale Briana i Carli będzie nam brakować…

1 comment:

Anonymous said...

Gostei muito desse post e seu blog é muito interessante, vou passar por aqui sempre =) Depois dá uma passada lá no meu site, que é sobre o CresceNet, espero que goste. O endereço dele é http://www.provedorcrescenet.com . Um abraço.