Wiem. Coś długo nie pisałam. Wybaczta proszę. Na obronę dodam tylko, że coś pisywałam, ale do drugiego anglo-blogu, i czasu jakoś nie było na kultywowanie tradycji pierwszego :)
Co u nas? Dobrze jest. Przynajmniej było do wczoraj. Wszystko grało, chodziło w miarę sprawnie (w miarę ponieważ ofiary były tylko w sprzęcie, a nie też w ludziach). No ale od dziś nasz mały, zsynchronizowany, rutynowy i nudny świat się zmieni. Nikt się tego nie spodziewał i nikt tego nie chcę. Ale zmiana będzie. Nawet nie na dobre. Kucharz odszedł. Z powodów rodzinnych, nie że praca za ciężka. Bo ciężko nie jest. Nie było. Teraz to szefo zrobił dwa podejścia, że niby żarcik że my możemy gotować. Możemy. Ci którzy kosztowali przysmaki angolów wiedzą, że tu się raczej podgrzewa mrożonki lub rzuca na głęboki tłuszcz, ale bynajmniej nie „gotuje”. No może oprócz wody:) Więc bez zbytniego lekceważenia roli doświadczonego kucharza, to raczej dałybyśmy rade – w końcu już drugi sezon serwujemy i pomagamy z tym przygotowaniem potraw. Ale jakoś nam się nie widzi spanie w tej kuchni. Bo co? To w końcu dodatkowy zakres obowiązków, nazywany też „pełnym etatem”. To dziękuje. Już taki mamy.
Ale szefo podobno szuka kucharza. Podobno. Ciekawe jest kiedy takowego znajdzie. Bo on troszeczkę niezorganizowany jest. Sposób w jaki się dorobił to sprawa dla archiwum x. No trzymamy kciuki, że nas zaskoczy i jutro rano będziemy mieli spotkanie pierwszego stopnia z nowym personelem.
Ale Briana i Carli będzie nam brakować…
* Czerga Port *
Wednesday, August 15, 2007
Friday, July 20, 2007
La Work
Jesteśmy od zeszłego piątku w Cornwall, a pracujemy od soboty. Na początek po 4-5 godzin dziennie o od poludnia wolne. Ale w ten piątek się zaczyna tak zwany HIGH SEASON czyli Poczatek Zapiepszu i dwunastogodzinnych maratonow w pracy. Ale będzie dobrze. W koncu już doświadczone z nas kobitki i sobie poradzimy jak zawsze:)
A jeżeli chodzi o zakwaterowanie to mieszkamy w static caravan, 3 pokoje, kuchnia, lazienka, kablowka, net wiec nam jest calkiem wygodnie. Na razie mamy neta tylko na 1 kompie i niestety nie na moim ponieważ mój to już stary grat i nie ma wireless-a. Ale szefo (znany jako Pete Almighty) obiecal ze coś zarazdzi, ale tak mowi od 5ciu dni i wynikow brak. Ale może? W kazdym bądź razie jestem dobrej mysli bo codziennie go molestuje swoimi pyatniami typu: „Sorry for the interruption but when will You be able to stretch a net wire?”. Każdy normalny by się wkurwil i by zadzialal i tylko na to licze.
W najblizszym czasie (czyli jak będzie ten net) to zrobie web-albums i poogladacie nasze widoczki i twarzyczki.
Pozdrawiam bardzo serdecznie i zycze milego zbierania wspomnien tego lata.
Sunday, July 15, 2007
Cornwall, England
No ludziska, dojechaliśmy szczęśliwie do Anglii, pracujemy se, odpoczywamy se, wszystko gra. A więcej szczegułów na www.azile.blogspot.com :)
Thursday, July 5, 2007
ranek sportowca :D
Bo ja miałam takie ambitne postanowienie. Często je miewam. Może to już stan zapalny... Ale dziś przystąpiłam do realizacji.
6:45 – budzik dzwoni
7:30 – wstaję
7:30 – 7:35 – dochodzę do siebie
7:35 – 7:45 – szukam starych adidasów; nie znalazłam; założyłam nowe :) trzea se jakoś radzić :)
7:45 – 7:55 – doprowadzam sie do stanu godnego pokazania na ulicy (luzio, makijaż sobie darowałam :D )
7:55 – START
8:02 - po czterech minutach biegania i trzech chodzenia jestem na miejscu. STADION! Oraz wielka kłódka… a jednak coś się zmieniło w mieście… a nie mogło najzwyczajniej wypięknieć?!?
8:02 – 8:04 - **************** w 3 językach
8:04 – 8:20 – biegnę między blokami (co za rozkosz), a emeryci się za mnie oglądają z politowaniem
8:20 – ja, kran & zimna woda czyli idealne 3w1
8.25 – do końca życia – myślę o waniliowych lodach z likierem i polewą czekoladową oraz czekoladzie z orzechami laskowymi, przepite kolą
chyba od dawna się pzreżuciłąm z idei zdrowego trybu życia na idee zdrowych momentów w życiu... :)
6:45 – budzik dzwoni
7:30 – wstaję
7:30 – 7:35 – dochodzę do siebie
7:35 – 7:45 – szukam starych adidasów; nie znalazłam; założyłam nowe :) trzea se jakoś radzić :)
7:45 – 7:55 – doprowadzam sie do stanu godnego pokazania na ulicy (luzio, makijaż sobie darowałam :D )
7:55 – START
8:02 - po czterech minutach biegania i trzech chodzenia jestem na miejscu. STADION! Oraz wielka kłódka… a jednak coś się zmieniło w mieście… a nie mogło najzwyczajniej wypięknieć?!?
8:02 – 8:04 - **************** w 3 językach
8:04 – 8:20 – biegnę między blokami (co za rozkosz), a emeryci się za mnie oglądają z politowaniem
8:20 – ja, kran & zimna woda czyli idealne 3w1
8.25 – do końca życia – myślę o waniliowych lodach z likierem i polewą czekoladową oraz czekoladzie z orzechami laskowymi, przepite kolą
chyba od dawna się pzreżuciłąm z idei zdrowego trybu życia na idee zdrowych momentów w życiu... :)
Wednesday, July 4, 2007
udowodniono szurnięta
| What mental disorder do you have? Your Result: GAD (Generalized Anxiety Disorder) You can never seem to calm down and always feel anxious for unknown reasons. You tend to not be able to concentrate and have headaches or other anxiety symptoms. | |
| OCD (Obsessive Compulsive Disorder) | |
| ADD (Attention Deficit Disorder) | |
| Paranoia | |
| Manic Depressive | |
| What mental disorder do you have? | |
"Fantastyka", Boris Akunin
“Po prostu mężczyzna odpowiada za Wielki Świat, a kobieta za Mały, czyż tego nie rozumiesz?
Ale cóż to za umniejszanie roli kobiet? – odparł z uśmiechem.
Dlaczego umniejszanie? Mały Świat jest o wileke ważniejszy niż Wielki – odpaliła bez namysłu. – Mały Świat – to świat miłości do człowieka, a Wielki – do ludzkości. Prawdziwa Kobieta nigdy nie zdradzi swojegfo dziecka albo ukochanegodla idei, ojczyzny czy nawet zbawienia rodzaju ludzkiego. A Prawdziwy Mężczyzna nigdy nie zdradzi idei, ojczyzny, nie mówiąc już o losach ludzkości, dla ukochanej kobiety, czy dziecka. Dlatego, że dla mężczyzn zdradzić wiarę to zdradzić samego siebie, nieważne, w jaką bzdurę wierzy. A kiedy zdradzi siebie, przestanie być Prawdziwym Mężczyzną. A wtedy Prawdziwa Kobieta pierwsza przestanie go kochać, bo takie jej nie jest potrzebny. Wybaczy mu raczej to, żezdradził ją, ale nie zdradę samego siebie… Chmurzysz się? ... Nie dobrze Ci tłumaczę?
Dobrze czy niedobrze, Roberta zaniepokoiło coś innego.
Dlaczego mówisz o zdradzie?
Dletego, że prędzej czy póżniej będzie trzeba wybierać. – Pokręciłą głową ze smutkiem. – To straszny wybór. W każdym wypadku człowiek staje się zdrajcą; albo Wielkiego, albo Małego Świata.
Robert wzdrygnął się i powiedział:
To ja nie chcę być Prawdziwym Mężczyzną.
Teraz ona powiedziałą coś niezrozumiałego:
A któż tego chce?”
Monday, July 2, 2007
Home sweet home
Drodzy Czytelnicy,
Chciałam was serdecznie poinformować, iż dojechałam szczęśliwie do domu. Dwudziestupieciu godzinna jazda się skończyła i wczoraj o godzinie 20 już byłam przy stole i kosztowałam przepyszną kolację.
Powiem wam coś tak szczerze: fajnie być w domu… Już trochę zapomniałam jak to jest nie zastanawiać się czy jest cukier do kawy, czy margaryne nie trzeba kupić lub jak zmontować kanapke skoro nawet chleba brak :) Zapomniałam również jak komfortowa może być łazienka, jak gdy otwierasz szafe nie dostajesz oczoplonsu z powodu nadmiaru ciuchów na metr kwadratowy czy jak fajnie mieć więcej niż 3 talerze (zwłaszcza gdy są czyste). Taaak, wiem, to takie przyziemne drobiazgi, ale kurcze jak cieszą!!! No a o rodzinnym cieple, domowych obiadkach i wspolnej herbatce pisać nie będe bo to zbyt trywilane :) W pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiśćie :) Tego się każdy (mam nadzeje, że każdy) spodziewa gdy wraca do rodzinnego domu.Ale dom to jeszcze milion drobiazgów, które tworza ten niepowtarzalny gdzie indziej mikroklimat. Nawet powietrze pachnie tak inaczej! Pachnie jak... jak domem. Niebo jest jakieś błękitniejsze, chleb smaczniejszy, a woda lepsza niż świeżo wyciśnięty sok z pomarańcz. Wiem, wiem, gdyby Paszkowska przeczytała te myśli to by stwierdziła u mnie symptomy psychologiczne szoku kulturowego, a mianowicie „bezpodstawnie gloryfikuje dom”. Mówiąc szczerze na zajęciach z Komunikacji międzykulturowej odkryłam u siebie troche więcej symptomów, ale póki mi się nie przejawia „wycofanie emocjonalne i intelektualne” lub nadużywanie alkoholu nie zamierzam szukać porady specjalistów, a delektować się i tak ZA KRóTKIM pobytem w moim wyidealizowanym świecie :)
Chciałam was serdecznie poinformować, iż dojechałam szczęśliwie do domu. Dwudziestupieciu godzinna jazda się skończyła i wczoraj o godzinie 20 już byłam przy stole i kosztowałam przepyszną kolację.
Powiem wam coś tak szczerze: fajnie być w domu… Już trochę zapomniałam jak to jest nie zastanawiać się czy jest cukier do kawy, czy margaryne nie trzeba kupić lub jak zmontować kanapke skoro nawet chleba brak :) Zapomniałam również jak komfortowa może być łazienka, jak gdy otwierasz szafe nie dostajesz oczoplonsu z powodu nadmiaru ciuchów na metr kwadratowy czy jak fajnie mieć więcej niż 3 talerze (zwłaszcza gdy są czyste). Taaak, wiem, to takie przyziemne drobiazgi, ale kurcze jak cieszą!!! No a o rodzinnym cieple, domowych obiadkach i wspolnej herbatce pisać nie będe bo to zbyt trywilane :) W pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiśćie :) Tego się każdy (mam nadzeje, że każdy) spodziewa gdy wraca do rodzinnego domu.Ale dom to jeszcze milion drobiazgów, które tworza ten niepowtarzalny gdzie indziej mikroklimat. Nawet powietrze pachnie tak inaczej! Pachnie jak... jak domem. Niebo jest jakieś błękitniejsze, chleb smaczniejszy, a woda lepsza niż świeżo wyciśnięty sok z pomarańcz. Wiem, wiem, gdyby Paszkowska przeczytała te myśli to by stwierdziła u mnie symptomy psychologiczne szoku kulturowego, a mianowicie „bezpodstawnie gloryfikuje dom”. Mówiąc szczerze na zajęciach z Komunikacji międzykulturowej odkryłam u siebie troche więcej symptomów, ale póki mi się nie przejawia „wycofanie emocjonalne i intelektualne” lub nadużywanie alkoholu nie zamierzam szukać porady specjalistów, a delektować się i tak ZA KRóTKIM pobytem w moim wyidealizowanym świecie :)
Subscribe to:
Posts (Atom)
