Z latami osiemdziesiątymi łączy mnie tylko to, że wtedy świat miał okazję po raz pierwszy mnie ujrzeć :) Szczerze mówiąc to były dobre lata i wiele dobrego (poza rocznikiem `85 ) świata spotkało :
Ø Solidarność
Ø Pierestrojka
Ø Kostka Rubika
Ø Upowszechnienie technologii CD
Ø odkrycie fullenerów (nie wiem co to jest, ale post się wydaje inteligentniejszy :))
No ale nie oszukujmy się, nie wszystko da się pochwalić. W niektórych dziedzinach życia było dobrze, w niektórych gorzej, a trzecich makabrycznie. Do tych drugich (a nie 3cich!) zaliczam muzykę lat 80tych (fani niech wybaczą). Co prawda parę razy się wprawiłam w ruch, oczywiście naprawdę na krótko. Ale nawet ja muszę przyznać, że atmosfera była niebyle jaka – 200 000 kołyszących się ciał, Wawel, Wisełka, miejsca siedzące naprzeciwko sceny, obok telebim który ciagle reklamował Hiltona za nami => ogólnie super widoczki (i nie Krzysiek, nie mówie o tym psie przed nami! :) )
Ostatni kawałek był dosyć wymowny i optymistyczny – „Forever young” (…) i się zaczęła gwiaździsta część wieczoru. VIVA
I się siary narobiło… :D

No comments:
Post a Comment