Bo ja miałam takie ambitne postanowienie. Często je miewam. Może to już stan zapalny... Ale dziś przystąpiłam do realizacji.
6:45 – budzik dzwoni
7:30 – wstaję
7:30 – 7:35 – dochodzę do siebie
7:35 – 7:45 – szukam starych adidasów; nie znalazłam; założyłam nowe :) trzea se jakoś radzić :)
7:45 – 7:55 – doprowadzam sie do stanu godnego pokazania na ulicy (luzio, makijaż sobie darowałam :D )
7:55 – START
8:02 - po czterech minutach biegania i trzech chodzenia jestem na miejscu. STADION! Oraz wielka kłódka… a jednak coś się zmieniło w mieście… a nie mogło najzwyczajniej wypięknieć?!?
8:02 – 8:04 - **************** w 3 językach
8:04 – 8:20 – biegnę między blokami (co za rozkosz), a emeryci się za mnie oglądają z politowaniem
8:20 – ja, kran & zimna woda czyli idealne 3w1
8.25 – do końca życia – myślę o waniliowych lodach z likierem i polewą czekoladową oraz czekoladzie z orzechami laskowymi, przepite kolą
chyba od dawna się pzreżuciłąm z idei zdrowego trybu życia na idee zdrowych momentów w życiu... :)
Thursday, July 5, 2007
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

3 comments:
hmm ciekawe czy biegasz czy chodzisz z lodami w rekach:D
no jak sie nie da biegac z lodami to niestety musze z nimi chodzic :)
ja tylko mam nadzieje ze ci nie spadną :)hehe te lody
Post a Comment